Marzenie o Tybecie
Pałac Potala w Lhasie zawsze wydawał mi się najbardziej niedostępnym i magicznym miejscem. Potężne kamienne ściany bronione przez niedostępne góry. Siedziba Dalajlamy znana z filmów, wymazana z podróżniczych szlaków przez chińską inwazję.
Tybet a monsun
Początkowo plan był inny: Najpierw Azja Południowo-Wschodnia, potem przelot do Nepalu i zakończenie wyprawy w Indiach. Kiedy wziąłem jednak pod uwagę monsuny i porę deszczową w poszczególnych krajach, narodziła się inna trasa: Lądowanie w Hongkongu, potem lądem przez Chiny i Tybet do Nepalu i Indii, a stamtąd samolotem na Bali i długa wyprawa przez Azję Południowo-Wschodnią.
Tybet – wycieczki do Tybetu przed marcem 2008 r.
Jeszcze niedawno, żeby dostać się do Tybetu, trzeba było tylko zdobyć na to pozwolenia chińskiego rządu. Z nimi można było podróżować w miarę swobodnie. Można było zwiedzić kilka ciekawych miejsc, a potem pojechać autobusem do granicy z Nepalem. To było możliwe jeszcze wtedy, kiedy plan wyprawy dookoła świata zaczynał kształtować się w mojej głowie.
Zamieszki w Tybecie
W marcu 2008r. mnisi z klasztorów Drepung i Sera wyszli na ulice Lhasy w rocznicę chińskiej inwazji. Niektórzy wznosili okrzyki niepodległościowe, inni poprzestali na modlitwach. Dołączyła do nich miejscowa ludność, Chińczycy wysłali wojsko. Nie wiadomo kto zaczął pierwszy, w każdym razie demonstracja przerodziła się w kilkudniowe zamieszki, w których zginęło kilkaset osób. A wszystko to działo się w tym samym roku, kiedy świat podziwiał Igrzyska Olimpijskie w Pekinie.
Wycieczka do Tybetu
Wstęp do Tybetu dla obcokrajowców został oczywiście zamknięty. Kiedy go wznowiono, zaczęły obowiązywać nowe przepisy:
- Niemożliwe jest jakiekolwiek indywidualne podróżowanie po kraju.
- Cały czas cudzoziemcom musi towarzyszyć przewodnik.
- Wyjazd musi być zorganizowany przez chińską agencję turystyczną, która przejmuje całkowitą odpowiedzialność za zachowanie turysty w Tybecie.
- Wymagane są oczywiście specjalne zezwolenia na wjazd oraz dodatkowe na poruszanie się po regionie.
- Cała trasa musi być ustalona jeszcze przed przyjazdem, zaakceptowana przez władze i odpowiednio udokumentowana. Dostępne są tylko ściśle wyznaczone miejsca. Pozwolenia są potem sprawdzane na wielu punktach kontrolnych, także nikt się bez nich nie przeciśnie.
- Specjalne pozwolenia na regiony himalajskie załatwiać trzeba dodatkowo.
- Nie można podróżować transportem publicznym, miejskimi pojazdami w Lhasie, ani autobusami dalekobieżnymi. Trzeba wynająć jeepa z kierowcą i przewodnikiem na cały okres pobytu.
Wszystko to oczywiście oznacza, że koszty takiej Tybet-wycieczki przewyższają budżet przeciętnych wędrowców i zdrowy rozsądek.
Droga z Chin do Indii
Szukaliśmy innej drogi. Nie chcieliśmy odpuścić Nepalu i Indii, ale jak dostać się z Chin na drugą stronę Himalajów?
- Chiny mają z Indiami wspólną granicę, ale ta pozostaje zamknięta chyba od lat 70-tych.
- Przez Pakistan za daleko i niebezpiecznie.
- Przejazd przez Nepal i Bhutan wymaga wjazdu do Tybetu.
- Możliwe jest jeszcze przedostanie się przez Birmę, ale wjazd do tego kraju rządzonego przez wojskową dyktaturę i przedostanie się stamtąd dalej jest równie trudne, jak droga przez Lhasę.
- Między Chinami a Indiami nie ma też żadnych bezpośrednich lotów. Można lecieć przez Azję Południowo-Wschodnią, ale to by już kompletnie podważało sens podróży do Indii.
Pozostało nam więc albo zrezygnować, albo mimo kosztów pojechać przez Tybet. Oczywiście wiadomo, co wybraliśmy.
Wycieczka do Tybetu
Spędziliśmy wiele dni na szukaniu odpowiedniej agencji, organizowaniu Tybet-wycieczki i załatwianiu formalności. Wytargowaliśmy ile mogliśmy i obcięliśmy koszy wszędzie tam, gdzie się dało.
W końcu udało się załatwić 10-dniową podróż – najpierw pociągiem do Lhasy, a potem jeepem przez Yamdrok, Shigatse, Tingri i bazę pod Mount Everest do granicy z Nepalem. Samo kupno biletu kolejowego wymagało wręczenia niemałej łapówki przez naszą agencję (na ich koszt), ale w końcu wszystko się udało.
Choroba wysokościowa w Himalajach
Na koniec pozostało przygotować się jeszcze na jedną przeciwność losu – chorobę wysokościową. Pamiętaliśmy, jak dokuczała nam w Boliwii, dlatego tym razem postanowiliśmy za wszelką cenę jej przeciwdziałać. I znaleźliśmy magiczny środek – chińskie tabletki z różeńca górskiego. Tradycyjne, ziołowe, niegroźne, a przy tym niesamowicie skuteczne.
Czy Tybet jest krajem, dla którego warto pokonać wszelkie trudności?
Marzenie o jakim kraju działa w ten sposób na Ciebie?
Najczęściej wyszukiwane:
- tybet wycieczki
- wycieczki do tybetu
- wyjazd do tybetu
- wycieczka tybet
- wycieczka do tybetu
- wyprawy do tybetu
- permit do tybetu
- różeniec górski choroba wysokościowa
- wyprawa do tybetu
- z nepalu do tybetu
- ile kosztuje permit w himalajach
- wjazd do tybetu z nepalu









