fot. cryptome.org (Trzęsienie ziemi w Chinach)
Trzęsienie ziemi w Tybecie – 14 kwietnia 2010
Zaczęło się tak jak w czasie tsunami na Pacyfiku – od smsa z Polski: „w Tybecie było wielkie trzęsienie ziemi – trwa akcja ratunkowa”. Byliśmy wtedy w Chinach, w mieście Chengdu i właśnie pakowaliśmy plecaki, żeby następnego dnia wsiąść w pociąg do Tybetu.
Trzęsienie było bardzo silne - 7 stopni w skali Richtera (mówiło się o 8 stopniach). Uderzyło w bardzo ciężko dostępny region Qinghai na Wyżynie Tybetańskiej, z epicentrum w odległości 200km od trasy linii kolejowej, którą mieliśmy jechać 2 dni później do Lhasy.
Trzęsienie ziemi w Yushu - Apokalipsa
W Yushu zniszczonych zostało 210 tysięcy domów – 85% budynków, zbudowanych zresztą głównie z drewna i gliny. Zawaliło się 70% szkół, 10 mostów, sieć telekomunikacyjna, elektryczna oraz hydroelektrownia. Brakowało prądu i wody pitnej.
Qinghai - Burze piaskowe i śnieg
Akcja ratunkowa była niesłychanie trudna. Obfite opady śniegu wymusiły zamknięcie lotniska w Yushu, a burze piaskowe lotniska w Xining. Tysiące ludzi pozostało zdanych na samych siebie – bez namiotów, koców i bez ratunku. Nocą temperatura spadała kilka stopni poniżej zera.
Osuwiska zniszczyły drogi, więc do terenów nawiedzonych trzęsieniem długo nie mogła dotrzeć pomoc. W końcu rozstawiono 15 tysięcy namiotów, przywieziono płaszcze, kołdry, zapasy mąki, ryżu i wody pitnej. Tysiące buddyjskich mnichów pracowało przy wydobywaniu ludzi spod gruzów oraz odprawiało obrzędy pogrzebowe.
Górski rejon Yushu leży na wysokości powyżej 4000m. n.p.m. Kiedy ratownicy dotarli na miejsce, ogromną ilość z nich ścięła z nóg choroba wysokościowa. Znaczna część musiała z tego powodu wrócić, potwierdzona została też śmierć 1 chińskiego reportera dotkniętego chorobą.
Chińska telewizja
We wszystkich kanałach chińskiej telewizji widzieliśmy zdjęcia prezydenta Hu Jintao wizytującego dotknięte regiony. Mówiono o 400 ofiarach śmiertelnych – potem ich liczba wzrosła do 2700 zabitych i 12 tysięcy rannych.
W Polsce niewiele o tym trzęsieniu wiedziano, media mówiły tylko o tragedii w Smoleńsku. W Chinach oczywiście na odwrót – choć jedynymi materiałami zagranicznymi w serwisach informacyjnych były faktycznie kadry ze Smoleńska i Warszawy.
Drugie trzęsienie ziemi w Chinach
W dzień po tragedii weszliśmy do pociągu kolei transtybetańskiej i po 48 godzinach dotarliśmy do Lhasy. Zaraz po wyjściu z wagonu dowiedzieliśmy się o drugim trzęsieniu – właściwie to nas pytano, czy czuliśmy wstrząsy.
Epicentrum znajdowało się tym razem już w samym Tybecie – koło jeziora, nad którym przejeżdżaliśmy tego samego dnia rano. Na szczęście teren był jeszcze bardziej odludny i nie spowodowało ono większych szkód.
To jak, pomożecie?
W Lhasie widzieliśmy wiele spontanicznych zbiórek pieniędzy na pomoc ofiarom trzęsienia. Tybetańczycy dzielili się czym mogli.
Władze chińskie też zbierały pieniądze – ale na swój sposób. W zakładach pracy w całym kraju pracownicy zostali po prostu odgórnie zmuszeni do oddania części pensji. Oczywiście „dobrowolnie” – kto nie chce, może się zgłosić do komitetu i dyrektora.
Obowiązywały normy datków, które miały przekazać poszczególne zakłady. A dzięki takiej akcji telewizja mogła udowodnić, że cały naród chiński pospieszył z bratnią pomocą. Niektóre firmy nawet na tym skorzystały – dyrektorzy pokazywali się przed kamerami z wielkimi czekami – z nazwą firmą i sumą zebranych datków.
Rząd przeobraził katastrofę w medialne show – by poprzez heroizm ratowników pokazać asymilację narodu chińskiego i tybetańskiego. Nie wspominano za to o szkołach, które legły w gruzach. Robiono wszystko, by nie dopuścić do powtórki skandalu z 2008 r., gdy pośród ponad 68 tysięcy ofiar trzęsienia ziemi w Syczuanie było 5 tysięcy uczniów. Zginęły w wyniku gigantycznych przekrętów związanych z konstrukcją szkół i materiałami użytymi do ich budowy. Skutki trzęsień ziemi w Chinach są zawsze katastrofalne.
Trzęsienie ziemi w Chinach czy w Tybecie?
Yushu to region położony na granicy Tybetańskiego Regionu Autonomicznego. 97% mieszkańców to Tybetańczycy. Kiedyś przebiegały tędy szlaki karawan, które przewoziły herbatę, jedwab i porcelanę. Niektóre składały się z 3000 jaków. Droga do Lhasy zajmowała 10 miesięcy.
Obszar wokół Kyegu to wspaniałe, zielone łąki, co jak na tereny położone tak wysoko jest ewenementem. Latem pokrywają się dywanem kolorowych kwiatów. Wtedy ma miejsce tybetańskie święto nomadów.
W kilka miesięcy po trzęsieniu ziemi chiński rząd zdecydował o odbudowie tybetańskich miast zgodnie z kanonami chińskiej nowoczesności i nadaniu im chińskich nazw. Protesty mieszkańców krwawo stłumiono.
Tak z ciekawości – wiedzieliście o tym trzęsieniu, czy też katastrofa smoleńska przyćmiła w tamtych dniach wszystko?
Najczęściej wyszukiwane:
- tybet konflikt
- tybet
- skutki trzęsień ziemi
- trzęsienie ziemi
- trzęsienie ziemi skutki
- tybet wojna
- transtybetanska
- trzęsienia ziemi
- chiny tybet podróze
- trzęsienia ziemi skutki
- Trzęsienie ziemi Tybet
- trzęsienie ziemi chile















Niestety nic nie wiedziałam o trzęsieniu ziemi w Tybecie 14.IV. 2010 r. Wygląda na to, że nasza TV uznała, że to wiadomość drugoplanowa, może była w jakimś jednym dzienniku!? Zgroza.
Tybet był zawsze moim marzeniem. Ale chyba marzeniem pozostanie.