Tybet
Dla przeciętnego Chińczyka przeprowadzka do Tybetu po prostu się opłaca. Chiński rząd gwarantuje wszystkim 2 / 3-krotnie wyższe pensje, różne dodatki i przywileje. Poza tym nie trzeba wyjeżdżać na stałe – czasami działa to na zasadzie kilkuletniego kontraktu, po którym można wrócić na niziny i nadal korzystać z gratyfikacji.
Czwórka naszych sąsiadów wyglądała sympatycznie – byli prostymi robotnikami pracującymi w Lhasie. Przymykaliśmy oko na wciskanie nóg koło naszych głów i strącanie resztek obiadu na nasze plecaki. Poziom naszej sympatii do nich obniżył się dopiero wówczas, kiedy pan, którego lubiliśmy najbardziej, zaczął sobie dłubać w zębach pociągową zasłonką.
Ogromnym wyzwaniem była budowa 1142 km odcinka Golmud – Lhasa. Tory biegną tam przez górskie przełęcze, a 70% trasy położone jest powyżej 4500m n.p.m. W najwyższym punkcie (5072m n.p.m.) trasa przebiega przez przełęcz Tanggula. To tam bierze swój początek Jangcy – trzecia rzeka świata.
Gdyby trzeba było wybrać tylko jeden kraj, którego piękno będzie się miało okazję poznać – co byś wybrał? Gdzie piękno przyrody najbardziej zapiera dech w piersiach? Który kraj jest najpiękniejszy?
W 2010r. byłem w Tybecie. Robiłem z ukrycia zdjęcia chińskim żołnierzom – na ulicach, w klasztorach, na dachach budynków. Teraz możecie je zobaczyć.
Zaczęło się od smsa z Polski: „w Tybecie było wielkie trzęsienie ziemi – trwa akcja ratunkowa”. Byliśmy wtedy w chińskim mieście Chengdu i właśnie pakowaliśmy plecaki, żeby następnego dnia wsiąść w pociąg do Tybetu.
W marcu 2008r. mnisi z klasztorów Drepung i Sera wyszli na ulice Lhasy w rocznicę chińskiej inwazji. Niektórzy wznosili okrzyki niepodległościowe, inni poprzestali na modlitwach. Dołączyła do nich miejscowa ludnosć, Chińczycy wysłali wojsko. Nie wiadomo kto zaczął pierwszy, w każdym razie demonstracja przerodziła się w kilkudniowe zamieszki, w których zginęło kilkaset osób. A wszystko to działo się w tym samym roku, kiedy świat podziwiał Igrzyska Olimpijskie w Pekinie.
Sikkimu nie widać na mapach. Kiedy patrzy się na tę część świata, widać Nepal, Bhutan, Chiny, a pomiędzy nimi kawałek Indii, wciśnięty niczym klin. A jednak Sikkim istnieje, ukrywa się wśród gór i przyciąga swoją odrębnością. Chociaż jest się teoretycznie cały czas w Indiach, żeby wjechać do Sikkimu trzeba przekroczyć regularną granicę, podać celnikom paszporty i specjalne pozwolenia na podróż do tego kraju. Dostaje się pieczątki i coś w rodzaju wizy.
Kilkaset metrów podejścia pod samą przełęcz było mordęgą. Mieliśmy na sobie kilkunastokilogramowe plecaki i każdy krok był ogromnym wysiłkiem. W pewnym momencie odpoczywaliśmy po każdych dwóch – trzech krokach. Na szczycie kręciło nam się w głowach i poważnie uważaliśmy, żeby nie spaść. Na szczęście świadomość wysokości i bajeczne widoki rekompensowały wszystko. Przy schodzeniu było coraz lepiej – już kilkaset metrów pod przełęczą objawy praktycznie ustąpiły.
Żeby dostać się z Lhasy pod Mt Everest, trzeba wyruszyć Friendship Highway w kierunku granicy z Nepalem. Kursuje tamtędy autobus do Kathmandu, ale obcokrajowcom nie wolno z niego korzystać. Kiedyś była to jedna z najniebezpieczniejszych dróg świata, pełna przepaści i osuwających się kamieni. Podobno każdy kierowca woził w bagażniku deski, które rozkładało się nad przepaściami i przejeżdżało po nich na drugą stronę szczeliny. Dzisiaj jest to świetna, asfaltowa droga, która przyspiesza nie tylko transport, ale i chińską kolonizację Tybetu.





