Kambodża
Za półokrągłym blatem siedziało 14 panów – umundurowanych i poważnych – którzy byli tam specjalnie po to, żeby wpuścić nas do swojego kraju. Pierwszy pan przyjmuje pieniądze, drugi zabiera paszport, trzeci kartkuje, czwarty przykleja wizę, piąty ją wypełnia…
Droga do zagłady wyglądała zawsze podobnie. Najpierw było więzienie, takie jak straszne S-21 w Phnom Penh i nieludzkie tortury. Ci, którzy przeżyli, pakowani byli na ciężarówki i wywyożeni na miejsce egzekucji, zawsze daleko od wiosek, zawsze w ukryciu. W Choeung Ek był to stary chiński cmentarz. Z głośników puszczano głośną muzykę, która zagłuszała krzyki ofiar i odgłosy zbrodni.
Czerwoni Khmerzy zdobyli Phnom Penh. W ciągu trzech dni miasto opustoszało – z kilkuset tysięcy mieszkańców nie pozostał nikt. W ciągu czterech lat Khmer Rouge wymordowali ponad dwa miliony ludzi, jedną trzecią swojego własnego narodu. Zginął prawie każdy, kto posiadał jakiekolwiek wykształcenie – nie tylko wyższe, ale jakiekolwiek. Mordowano ludzi, którzy umieli czytać i pisać, a także tych, którzy nosili okulary.





