Azja
7 powodów, dla których nie powinieneś jechać do Chiang Mai
(chyba że chcesz tam zostać na zawsze, albo zostawić kawałek serca). Chiang Mai to istny trójkąt bermudzki na mapie Tajlandii – podróżnicy z całego świata przyjeżdżają na północ kraju by pojeździć na słoniach, sfotografować kobiety plemienia Karen z długimi szyjami czy posiedzieć w klatce z tygrysami.
Jedna klasa, 15 różnych narodowości.
Temperament Latynosów, zasady Arabów, sztywność Chińczyków. Jak ogarnąć te wszystkie różnice kulturowe?
Problem toalet i niedostatecznej higieny dotyczy 40% ludności świata – zabija głównie w Afryce i głównie dzieci. Bill Gates przeznaczył 41,5 miliona dolarów na projekt „Wymyślmy toaletę na nowo”.
Południowy Wietnam. Zielona roślinność powoli obrasta leje po bombach. Jedziemy motocyklem przez pola ryżowe i plantacje drzew kauczukowych – jest pięknie. 40 lat temu były tu tylko zgliszcza. Poznaj fascynującą historię tuneli Cu Chi.
Byliśmy w Sajgonie, tam gdzie 30 kwietnia 1975r. helikoptery ewakuowały z dachu ambasady amerykańskiej ostatnich żołnierzy. Wojska północnowietnamskie szturmowały Pałac Prezydencki, a Amerykanie uciekali w panice. W Ho Chi Minh można zobaczyć zupełnie inny obraz Wojny w Wietnamie niż ten znany z amerykańskich filmów.
Dla przeciętnego Chińczyka przeprowadzka do Tybetu po prostu się opłaca. Chiński rząd gwarantuje wszystkim 2 / 3-krotnie wyższe pensje, różne dodatki i przywileje. Poza tym nie trzeba wyjeżdżać na stałe – czasami działa to na zasadzie kilkuletniego kontraktu, po którym można wrócić na niziny i nadal korzystać z gratyfikacji.
Czwórka naszych sąsiadów wyglądała sympatycznie – byli prostymi robotnikami pracującymi w Lhasie. Przymykaliśmy oko na wciskanie nóg koło naszych głów i strącanie resztek obiadu na nasze plecaki. Poziom naszej sympatii do nich obniżył się dopiero wówczas, kiedy pan, którego lubiliśmy najbardziej, zaczął sobie dłubać w zębach pociągową zasłonką.
Ogromnym wyzwaniem była budowa 1142 km odcinka Golmud – Lhasa. Tory biegną tam przez górskie przełęcze, a 70% trasy położone jest powyżej 4500m n.p.m. W najwyższym punkcie (5072m n.p.m.) trasa przebiega przez przełęcz Tanggula. To tam bierze swój początek Jangcy – trzecia rzeka świata.
W 2010r. byłem w Tybecie. Robiłem z ukrycia zdjęcia chińskim żołnierzom – na ulicach, w klasztorach, na dachach budynków. Teraz możecie je zobaczyć.
Ruszyliśmy inną drogą, ale na naszej ścieżce stanęła rzeka. Po ulewie przy brzegu miała ponad metr głębokości, a dalej koryto pogłębiało się. Rwący nurt nie dawał żadnych złudzeń, a przejście kilkudziesięciu metrów z plecakiem po pojedynczej linie rozpiętej nisko nad szalejącą rzeką było niemożliwe.
Zaczęło się od smsa z Polski: „w Tybecie było wielkie trzęsienie ziemi – trwa akcja ratunkowa”. Byliśmy wtedy w chińskim mieście Chengdu i właśnie pakowaliśmy plecaki, żeby następnego dnia wsiąść w pociąg do Tybetu.
Kolumna pary i popiołu sięgała aż 24 kilometrów wysokości. Po godzinie 5 po południu na zachodnim wybrzeżu Jawy zapadły egipskie ciemności. W wyniku eksplozji powstała gigantyczna fala tsunami, w niektórych miejscach osiągająca wysokość 37 metrów.
Sekcja matrymonialna w lokalnej gazecie – anonse są pisane przez matki, które szukają odpowiedniej kandydatki dla swoich synów. Żadne z ogłoszeń nie zawierają opisu charakteru czy zainteresowań młodych. Najważniejszymi informacjami są: zarobki, zawód rodziców, przynależność do kasty i odcień skóry.
Hinduizm różni się od innych religii przede wszystkim przekonaniem, że ludzie nie są równi. Stąd podział na kasty oraz bierność wobec własnego losu. Moralność i kanon wartości są całkowicie inne niż w chrześcijaństwie. Myślimy inaczej i ciężko jest nam zaakceptować poglądy hindusów.
Nikt z zachodniego świata nie może powiedzieć, że rozumie Indie. Tutaj wszystko nakłada się i przenika, ma kilka poziomów znaczeń. Można jedynie wyłapać szereg spostrzeżeń, ale ciężko połączyć je w ciąg przyczynowo-skutkowy, a tam bardziej oceniać. Na przykład święte krowy…
Ujęcie Arabki w tradycyjnym stroju – zakryta od stóp do głów. Zaczynam prezentację:
- Na pierwszym planie widzimy kobietę… – Po sali przebiega pomruk zdumienia. – Kobieta? Skąd wiem, że to kobieta? Przecież tego nie widać!
Za półokrągłym blatem siedziało 14 panów – umundurowanych i poważnych – którzy byli tam specjalnie po to, żeby wpuścić nas do swojego kraju. Pierwszy pan przyjmuje pieniądze, drugi zabiera paszport, trzeci kartkuje, czwarty przykleja wizę, piąty ją wypełnia…
W marcu 2008r. mnisi z klasztorów Drepung i Sera wyszli na ulice Lhasy w rocznicę chińskiej inwazji. Niektórzy wznosili okrzyki niepodległościowe, inni poprzestali na modlitwach. Dołączyła do nich miejscowa ludnosć, Chińczycy wysłali wojsko. Nie wiadomo kto zaczął pierwszy, w każdym razie demonstracja przerodziła się w kilkudniowe zamieszki, w których zginęło kilkaset osób. A wszystko to działo się w tym samym roku, kiedy świat podziwiał Igrzyska Olimpijskie w Pekinie.
Rano wsiedliśmy do ostatniego autobusu do Indii. Obok siedzenia Asi gdakała w koszyku kura, a my przez szyby obserwowaliśmy wojskowe kontrole i czerwone sztandary na zajmowanych przez Maoistów obiektach. 150 km pokonaliśmy w standardowe 10 godzin. Strajk generalny trwał 8 dni. Cały kraj został sparaliżowany, dokładnie tak, jak przewidywano. Zamarł transport, a tysiące turystów zostało zmuszonych do koczowania w hotelach.
Maoiści z całego kraju zmierzali do stolicy i do głównych miast. Zajmowali hale, fabryki i stadiony, w których czekali w gotowości na majowy świt. Armia i policja też przygotowywały się do starcia. Przed ważnymi budynkami ustawiano worki z piaskiem i stanowiska karabinów maszynowych. Wzmogły się wojskowe kontrole na drogach, ale mimo to czerwony potok zalewał kraj.
Wesele odbywa się najczęściej dzień po ślubie i bierze w nim udział niewyobrażalna ilość osób – od 1000 do 3000. Zaprasza się dosłownie wszystkich – znajomych znajomych, sąsiadów z całej dzielnicy, handlarki z targu, współpracowników oraz rodziny tych wszystkich osób.
Najciekawsze jest to, że pisownię słów trzeba dosłownie zapamiętać. Jeżeli ktoś nie widział jak pisze się dane słowo, to nie jest w stanie go ani zapisać, ani przeczytać, nawet jeśli zna się wymowę tego słowa. Zdarza się, że nawet profesorowie literatury nie wiedzą, jak zapisać pewne wyrazy. Poza tym jednej głosce mogą być przypisane dziesiątki znaków – stosuje się je w zależności od znaczenia i kontekstu – brzmią tak samo, ale nie można ich stosować zamiennie
Nieprzeliczone rzesze uciekinierów dostawały się do i tak już przeludnionej Kalkuty, która była pierwszym miastem za nową granicą. Kalkuta i cały Bengal przeżyły kilka lat wcześniej (1942-43) katastrofalną klęskę głodu, podczas której zginęły 4 milony ludzi. Po przybyciu uciekinierów ze wschodu sytuacja stała się tragiczna. W mieście panowały epidemie i głód, a widok martwych, wychudłych dzieci na ulicach był na porządku dziennym.
Singapur stał się częścią niepodległej Federacji Malajskiej, ale po kilku latach został z niej wyproszony z powodu konfliktu pomiędzy chińską większością, a islamską władzą. Sądzono, że Malezja pozbywa się kamienia u szyi, a nieposiadający żadnych bogactw naturalnych Singapur skazany jest na wegetację biednego azjatyckiego państewka. Tymczasem w krótkim czasie wyspa stała się finansową stolicą Azji, wypielęgnowaną enklawą i jednym z najbogatszych państw świata.
Droga do zagłady wyglądała zawsze podobnie. Najpierw było więzienie, takie jak straszne S-21 w Phnom Penh i nieludzkie tortury. Ci, którzy przeżyli, pakowani byli na ciężarówki i wywyożeni na miejsce egzekucji, zawsze daleko od wiosek, zawsze w ukryciu. W Choeung Ek był to stary chiński cmentarz. Z głośników puszczano głośną muzykę, która zagłuszała krzyki ofiar i odgłosy zbrodni.
Czerwoni Khmerzy zdobyli Phnom Penh. W ciągu trzech dni miasto opustoszało – z kilkuset tysięcy mieszkańców nie pozostał nikt. W ciągu czterech lat Khmer Rouge wymordowali ponad dwa miliony ludzi, jedną trzecią swojego własnego narodu. Zginął prawie każdy, kto posiadał jakiekolwiek wykształcenie – nie tylko wyższe, ale jakiekolwiek. Mordowano ludzi, którzy umieli czytać i pisać, a także tych, którzy nosili okulary.
Najlepszą fuchą jest palenie zwłok. Można znaleźć mnóstwo biżuterii w popiołach pozostających po kremacji. Dochód z tego niezły, a klientów nie brakuje.
W Varanasi działają dwa krematoria. Nowsze, elektryczne, jest dla biedoty. Spalenie ciała kosztuje 500 rupii, czyli 33zł. Praca przebiega sprawnie, przepustowość jest duża. Nad brzegiem Gangesu piętrzą się kopce ludzkich prochów, które wiatr stopniowo zwiewa do wody.
Sikkimu nie widać na mapach. Kiedy patrzy się na tę część świata, widać Nepal, Bhutan, Chiny, a pomiędzy nimi kawałek Indii, wciśnięty niczym klin. A jednak Sikkim istnieje, ukrywa się wśród gór i przyciąga swoją odrębnością. Chociaż jest się teoretycznie cały czas w Indiach, żeby wjechać do Sikkimu trzeba przekroczyć regularną granicę, podać celnikom paszporty i specjalne pozwolenia na podróż do tego kraju. Dostaje się pieczątki i coś w rodzaju wizy.
O wielu krajach mamy pewne wyobrażenia, chociaż nigdy w nich nie byliśmy. Czytamy, rozmawiamy, oglądamy – i tak budujemy sobie obraz ludzi i miejsc. Udało nam się odwiedzić ok 50 krajów świata i właściwie każdy z nich nas zaskoczył. Nie sprawdzały się stereotypy, wcześniejsze wyobrażenia upadały i uczyliśmy się świata od nowa. Tutaj wybrałem 6 państw, które zaskoczyły nas najbardziej.
Żeby dostać się z Lhasy pod Mt Everest, trzeba wyruszyć Friendship Highway w kierunku granicy z Nepalem. Kursuje tamtędy autobus do Kathmandu, ale obcokrajowcom nie wolno z niego korzystać. Kiedyś była to jedna z najniebezpieczniejszych dróg świata, pełna przepaści i osuwających się kamieni. Podobno każdy kierowca woził w bagażniku deski, które rozkładało się nad przepaściami i przejeżdżało po nich na drugą stronę szczeliny. Dzisiaj jest to świetna, asfaltowa droga, która przyspiesza nie tylko transport, ale i chińską kolonizację Tybetu.
Tak naprawdę to chcieliśmy pojechać wszędzie. Lista miejsc, które wydawały się nam ciekawe, nie miała końca – trzeba było wybierać. Kiedy wracaliśmy z Mongolii i Syberii, wiedzieliśmy już, że pojedziemy na rok. Wydawało nam się, że to taka jednorazowa szansa, bo spodziewaliśmy się, ze już nigdy nie pojedziemy na tak długo i tak daleko. Po powrocie czekały nas już tylko trzytygodniowe urlopy, więc teraz trzeba było celować poza zasięg późniejszych możliwości – na drugą stronę planety.
Kiedy siedzieliśmy w pociągu Kolei Transsyberyjskiej, myśleliśmy że jedziemy w najdłuższą i najdalszą podróż życia. Przejechaliśmy wiele tysięcy kilometrów. W Nowosybirsku widzieliśmy całkowite zaćmienie słońca, w Moskwie spaliśmy w prawosławnym klasztorze, w ruinach łagru dotykaliśmy historii, jedliśmy omule prosto z Bajkału, widzieliśmy najgłębsze miejsce na jeziorach świata, wędrowaliśmy po tajdze, a w Republice Buriacji pierwszy raz odwiedziliśmy buddyjski klasztor.





