Praca w Nowej Zelandii
Praca w Nowej Zelandii jest dla podróżników okrążających świat szansą na podreperowanie budżetu w połowie swojej wyprawy. Nam też świtał taki pomysł, ale nie chcieliśmy się na to zbytnio nastawiać, bo spodziewaliśmy się, że nie będzie o nią tak łatwo. I rzeczywiście – nie jest to takie proste, ale jakoś nam się udało.
Pozwolenie na pracę - Working Holiday Scheme (WHS)
Praca w Nowej Zelandii to coś normalnego dla podróżników przemierzających świat dookoła. Dla osób chcących pracować czasowo na Nowej Zelandii najlepszy jest Working Holiday Scheme. Jest to rządowy program pozwalający młodym ludziom na pracę przez rok u kilku pracodawców. Można to załatwić przez internet jeszcze przed przyjazdem. Program jest adresowany do ludzi z kilkudziesięciu różnych państw, od USA po Malezję.
Praca w Nowej Zelandii a Sejm RP
Kilka lat temu praca w Nowej Zelandii stała się realna, bo rząd Nowej Zelandii zaprosił do WHS także Polskę. Nowozelandczycy otworzyli przed nami drzwi i przyjęliby nas z otwartymi rękami. Umowa jednak nie weszła w życie i w 2010r. nie mogliśmy z niej skorzystać. Dlaczego? Utknęła w polskim Sejmie na 2 lata. Potem została przekazana prezydentowi do podpisu i… utknęła tam ponownie.
Supplementary Seasonal Employment (SSE) – pozwolenie na pracę
Musieliśmy więc radzić sobie inaczej. Jeszcze w Chile przeszukalismy internet w poszukiwaniu innych możliwości. Trzeba było przyjechać na Nową Zelandie i już na miejscu aplikować o pozwolenie na pracę sezonową. Jest kilka rodzajów takich pozwoleń, ale nas dotyczyło tylko jedno – SSE.
Pozwolenie to jest bardzo ograniczone. Można pracować właściwie tylko przy zbiorach owoców i to tylko wtedy, kiedy zostanie ogłoszone doraźne zapotrzebowanie na pracowników. Dodatkowo permit działa tylko w kilku regionach Nowej Zelandii.
Praca w Nowej Zelandii - Gdzie ten urząd?
Wnioski o pozwolenia mogliśmy teoretycznie wysłać pocztą i zapłacić za nie przelewem, ale nauczeni doświadczeniem z polskich urzędów, chcieliśmy to zrobić osobiście, tym bardziej, że musielibyśmy wysłać również paszporty.
Na całej Wyspie Północnej są jednak tylko 3 biura imigracyjne. Do tego w Auckland podobno nawet nie warto wchodzić, bo mają ogromną lawinę wniosków do rozpatrzenia. Sto kilometrów dalej jest Hamilton, do którego mogliśmy pojechać, ale okazało się, że obowiązuje regionalizacja i należy aplikować tam, gdzie się chcę pracować, czyli w naszym przypadku w Palmerston North, 400 km dalej.
Urzędy na Nowej Zeladni, czyli szok cywilizacyjny
Właściwie byliśmy już w drodze do Palmerston North, ale po drodze i tak mijaliśmy Hamilton, więc postanowiliśmy zajrzeć do biura. Tam czekał nas szok cywilzacyjny. Zamiast oschłego urzędu – przytulne pamieszczenie i przemiła obsługa. Pracownicy pomagali jak mogli, spokojnie odpowiadali na najdziwniejsze pytania i służyli radą. Oczywiście bez problemu mogliśmy aplikowac na miejscu.
„Gotowi pomyśleć, że my tu jesteśmy dla nich!”
Jeszcze w Chile wydrukowaliśmy sobie z internetu 1 egzemplarz formularza, który należało wypełnić i zapełniliśmy go różnymi notatkami i tłumaczeniami fachowych słówek – całkowicie na brudno. Poprosiliśmy więc o 2 czyste formularze, na co pani przyniosła nam tylko jeden i powiedziała, że drugi przecież mamy. I zupełnie nie rozumiała dlaczego uważamy, że nie powinniśmy wysyłać formularza pogniecionego i zapełnionego notatkami. Przecież urząd nie jest po to, żeby się na nas obrażać, tylko żeby nam pomóc.
Wrzuć pieniądze do skrzynki
Najbardziej zaskoczyła nas forma składania dokumentów. Wszystkie załączniki wkłada się do dużej przezroczystej plastikowej torebki i wrzuca do skrzynki. W środku oprócz wniosków, zdjęć i kopii biletów powrotnych były też nasze 2 paszporty i opłata o równowartości 850zł. I na to wszystko nie dostaje się jakiegokolwiek potwierdzenia. Przecież jeśli coś się w urzędzie składa, to nie może to zaginąć, prawda? A jeśli policja zatrzyma nas bez paszportów i pozwoleń na pobyt, to przecież uwierzą, że je tu zostawiliśmy i nie będzie problemu.
O, pozwolenia doszły tydzień wcześniej
Permity miały być gotowe i przysłane do nas pocztą wraz z paszportami w ciągu 2 tygodni, ale przyszły już po tygodniu. Byliśmy bardzo zadowoleni i gotowi do drogi do regionu Hawke’s Bay, gdzie podobno pracy było wbród. Zaniepokoiły nas tylko drobne literki na naszych pozwoleniach – małe przypomnienie, że możemy pracować tylko w regionach, w których aktualnie jest ogłoszone zapotrzebowanie na pracowników.
Zadzwoniliśmy do kilku urzędów i agencji i okazało się, że nasze plany wzięły w łeb, bowiem dla naszego SSE jedynym takim regionem w tym roku jest niewielkie Central Otago na samymy południu Wyspy Południowej, czyli lekko licząc 1000 km dalej niż mieliśmy zamiar pracować. Do tego poinformowano nas, że zapotrzebowanie zacznie działać dopiero za 10 dni, a w okolicy jest już mnóśtwo ludzi szukających pracy. Praca w Nowej Zelandii zaczęła się oddalać, ale … (czytaj dalej)
W kolejnych wpisach: szukanie pracy na Nowej Zelandii oraz nasza praca w Central Otago
Najczęściej wyszukiwane:
- nowa zelandia praca
- praca w Nowej Zelandii
- praca w auckland
- nowazelandia
- armenia pozwolenie na prace
- praca na nowej zelandii
- praca w auckland nowa zelandia
- praca w nowej zelandii dle kobiet
- prace w nowej zelandii
- pracy w nowej zelandii
- różnice kulturowe w biznesie nowa zelandia
- rządowy program dla obcokrajowców nowa zeladnia








